Zapadła noc. Zatrzymałem się w małej jaskini. Zjadłem kawałem mięsa i się trochę na piłem i się położyłem. Od razu zasnąłem. Obudziłem się wcześnie. Przekąsiłem małego liska, który był na skraju śmierci naturalnej i się strasznie męczył. Więc go zjadłem i wyruszyłem w drogę. Cały czas czułem, że ktoś mnie śledzi. Zauważyłem gryfa. Podeszłem bliżej.
-Witaj! Którędy do Bistrii?-Zapytałem.
-Witaj! Do Bistrii?-Zdziwił się gryf.
-Tak. Muszę pokonać ojca.-Powiedziałem.-To wiesz którędy?
-Tak. Cały czas na północ aż wyjdziesz z kanionu. Przy wyjściu napotkasz moją znajomą. To feniks ognisty.-Powiedział gryf.
-Dobrze. Dziękuję za pomoc.-Podziękowałem i ruszyłem w drogę.
Szłem aż w końcu dostrzegłem koniec kanionu i feniksa ognistego.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz